Co ogranicza wzrost polskiej giełdy?

W dniu 21 października 2026 r. w SGH odbyło się Forum Rynku Kapitałowego „Giełda Następnej Dekady” zorganizowane przez Klub Inwestora i Korporację Handlu Zagranicznego SG,H które obchodziły jubileusze odpowiednio 25 i 35 lat istnienia. Forum składało się z trzech Paneli: Panel Prezesów GPW, Giełda następnej dekady i Dojrzały biznes, dojrzały rynek. Podstawowe pytaniem, które przewijało się przez cały przebieg Forum było: co ogranicza giełdę dziś, by mogła wciąż wspierać polską gospodarkę jutro.

Z marzenia w instytucję płynnościową

Wiesław Rozłucki, pierwszy prezes GPW, opowiadał o zbudowaniu giełdy od zera od razu elektronicznej w sześć miesięcy. Ludzie czekali na nią jako na dowód, że świat naprawdę się zmienił. Początki były bardzo obiecujące. Giełda rozszerzała swoje usługi jak stwierdziła profesor SGH Magdalena Zalewska (prezes GPW w latach 2016-2017). Do osiągnięć giełdy należy skanalizowanie programu powszechnej prywatyzacji. Sama giełda musiała szukać nowych źródeł zarobku, bo jej podstawowy biznes skurczył się z 189 mln zł w 2010 r. do 143 mln zł w 2016 r., jak przypomniał Marek Dietl, prezes GPW w latach 2017–2024. Jak zauważył Jacek Chwedoruk, szef Rothschild & Co w Polsce, dzisiejsza giełda pełni głównie funkcję płynnościową, a nie kapitałową. Według Dariusza Prończuka, partnera zarządzającego Enterprise Investors, 85–90 proc. emisji to sprzedaż istniejących akcji, nie nowe pieniądze na rozwój. Instytucja stworzona do finansowania przekształcanej gospodarki stała się przede wszystkim drzwiami wyjściowymi dla właścicieli. Dane, technologie i instrumenty pochodne zaczęły znaczyć więcej niż same transakcje giełdowe. Kapitalizacja naszej giełdy odpowiada 30% PKB, podczas gdy na przykład w Wiedniu 200%.

Pieniądze są, ale gdzie indziej

Wniosek, że problemem jest brak kapitału, byłby jednak zbyt prosty. Zdaniem Jacka Chwedoruka polskie firmy mają wiele innych opcji na pozyskiwanie go: nadpłynny sektor bankowy, obligacje i private equity. Przykład firmy Maspex pokazuje, że rodzinny biznes z dobrą rentownością po prostu nie widzi potrzeby ujawniania się przed publicznością. Z drugiej strony Polacy trzymają w bankach 1500 mld zł, z czego dwie trzecie leży na rachunkach oprocentowanych na 0–1 proc., co zauważył Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. Jest to jeden z najmniej wykorzystanych zasobów rynku.

Skutkiem tego jest struktura własności na giełdzie, którą Dariusz Prończuk określił jako „beznadziejna” - inwestorzy zagraniczni 40%, państwo i OFE 30%, fundusze i drobni inwestorzy też tylko 30%. Brak osób gotowych postawić na wzrost, co staje się wyzwaniem dla całej gospodarki. Waldemar Markiewicz z Izby Domów Maklerskich, powołując się na raporty Banku Światowego, przypominał, że czynniki, które przez ponad trzy dekady napędzały polską produktywność, w tym niskie koszty pracy, już się wyczerpują. Dalszy wzrost wymaga innowacji, a te są obarczone wysokim ryzykiem.

Dlaczego firmy nie chcą wchodzić na giełdę?

Najostrzejszy spór dotyczył bariery wejścia. Bogusław Kott, b. prezes banku Millenium, powiedział otwarcie, że dziś nie wprowadziłby go na parkiet. Argumentował, że regulacje są uciążliwe, płynność niska, a zagraniczne fundusze oferują kapitał szybciej i taniej. Marian Buczek odpowiadał, że to właśnie takie wypowiedzi odstraszają przedsiębiorców, a regulacje nie muszą być postrzegane jako hamulce, bo nadają spółce wiarygodności i utwierdzają pozycję na rynku. Obowiązki informacyjne są ceną za zaufanie, jak przekonywał Sławomir Lachowski. Jednak Wojciech Sobieraj, założyciel Alior Banku, sprowadził to na ziemię - firmy idą na giełdę po pieniądze, nie po reputację - inwestorzy muszą widzieć długoterminowy wzrost. Natomiast jednocześnie wielu inwestorów zagranicznych marzy o tym, żeby wejść na GPW.

OKI: lekarstwo na brak inwestorów?

Wspólnym punktem odniesienia stały się otwarte konta inwestycyjne, które ruszą 1 stycznia 2027 r. W rozumieniu Bogusława Kotta jest to w gruncie rzeczy zmiana formuły opodatkowania, z podatku od dochodu na podatek od aktywów, której skutki trudno ocenić. Najbardziej realistycznie wybrzmiała uwaga Sobieraja: jeśli OKI będzie tak łatwe jak BLIK, banki je wypromują, a jeśli zostaną schowane w aplikacji, to znak, że ich nie interesuje. Ta uwaga dopełniła stwierdzenia Sławomira Lachowskiego, twórcy mBanku, że danie odpowiedniej infrastruktury (takiej jak łatwe założenie konta w XTB) może być równie istotne w napędzaniu popytu na inwestowanie, jak wprowadzanie ulg. Jednocześnie warto pamiętać, że 5,6 mln polskich kont na Revolucie nie oznacza kultury inwestowania w WIG20, a pytanie, czemu nie można było kupić akcji SpaceX przed IPO, pokazuje, gdzie dziś polscy inwestorzy szukają okazji, jak podkreślił Wojciech Sobieraj.

Sam czas nie wystarczy

Rynek w Wiedniu ma 250 lat, we Frankfurcie 400, a nasz zaledwie 35 - przypomniał Marian Buczek. Fakt, że wskaźnik WIG w ciągu czterech lat wzrósł z 45 000 do 160 000 punktów, jest zdecydowanie optymistycznym argumentem. Nie zmienia on jednak sedna problemu. Z wystąpień uczestników paneli wynikają trzy ograniczenia rozwoju giełdy. Pierwsze to struktura własności: brakuje krajowych funduszy i drobnych inwestorów, którzy mogliby stać się stałym źródłem popytu. Następnie bariery wejścia, czyli uciążliwe regulacje oraz narracja o trudnej giełdzie odstraszająca przedsiębiorców. Trzecim ograniczeniem jest brak kapitału gotowego na ryzyko, a bez niego trudno o innowacje, od których zależy dalszy wzrost produktywności gospodarki. 1 stycznia 2027 r. pokaże, czy OKI okażą się właściwą odpowiedzią na pierwszy z tych problemów i sposobem na budowanie silniejszej giełdy dla polskiej gospodarki.